16:35

Rosja, kluski i dziewczęce fartuszki, czyli monodram aktora restauratora

Źródło: https://www.facebook.com/TeatrGliwicka9a

   Mogę rzec, że z teatrem jestem związana od kołyski. Pierwsze moje ważne role zagrałam już w przedszkolu. Pamiętam jak byłam szaloną  Pippi Pończoszanką czy też odważnym Szewczykiem Dratewką, to były czasy… . Gotowanie pojawiło się nieco później i to właśnie zaprowadziło mnie do technikum gastronomicznego. Podobnie było z bohaterem monodramu, na który miałam przyjemność być wczoraj. Zakatarzona i z bólem gardła (czyli adekwatny stan zdrowia do pory roku za oknem)  wybrałam się na "Benefis, czyli rzecz dla aktora restauratora”.

      Dwóch przyjaciół spotkało się po prawie dwudziestu latach by opowiedzieć niezwykle przewrotną historię o miłości, teatrze i pracy w gastronomii. Lesław Witosz w monodramie w reżyserii Macieja Dziaczko. Obaj panowie mocno związani z nieistniejącym już Teatrem Cogitatur w Katowicach. Maćka miałam okazję poznać podczas warsztatów teatralnych, które prowadził i już wtedy wiedziałam, że jest on człowiekiem dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego zawsze oglądam jego spektakle z lekkim  przymrożeniem oka, ponieważ wiem, że potrafi bawić się teatrem, co jest teraz niesamowicie rzadką cechą u reżyserów. 

Źródło: https://www.facebook.com/TeatrGliwicka9a

  
    Zafascynowała mnie ta opowieść, bo była bardzo prawdziwa i na swój sposób urzekająca. Dla mnie była wspomnieniami aktora, który próbował połączyć swoją pasję gotowania z pasją grania. Niewątpliwie mu się to udawało do czasu napotkanych wątpliwości. Przejawiające się rosyjskie motywy były dopełnieniem całej akcji. Oczywiście nie zabrakło wspomnienia o pierwszej miłości i niespełnionym pragnieniu zagrania w rosyjskim Teatrze Bolszoj.
 
   Oprócz aktora  na scenie pojawiła się jeszcze jedna kluczowa wręcz, Rolada z śląskimi kluskami i modro kapusta. Potrawa, która jest wizytówką śląskiej kuchni. W takiej historii nie mogła odegrać drugoplanowej roli. Mam tylko nadzieję,  że każdy zna przepis na kluski śląskie i nie zapomina o zrobieniu dziurki, bo jak śląskie to bez dziurki się nie obejdzie.

   Ten monodram na długo pozostanie w mej pamięci, być może ze względu na tematykę bliską mojemu sercu i pasję, bo też o nią się rozchodzi. Jak robi się coś z zamiłowaniem, to jest się po prostu spełnionym. Wtedy nie ważne czy ma się ten dyplom PWST czy nie. Czy jest się tym kucharzem, czy się nim nie jest. Każdy zresztą wie, że najlepsze scenariusze pisze samo życie i tego się trzymajmy. 

M.C.

1 komentarz:

  1. Rolada i teatr...czegóż chcieć więcej?;))

    OdpowiedzUsuń

TOP