21:42

Człowiek jak szczur, czyli historia jednostki.

Źródło: http://www.teatrzabrze.pl

           Pamiętam, że tak strasznie nie chciałam jechać do Zabrza. Wolałabym leżeć w łóżku czytając książkę i obijać się jak za dawnych, dobrych czasów. Ale nie, zachciało mi się spędzić wieczór w miłym towarzystwie, mianowicie swoim, oglądając spektakl. Szwendając się chwile po Katowicach, wsiadłam do pociągu kierującego się w stronę Gliwic z zakupionym wcześniej biletem. Podkreślam ten właśnie zakup, żebyście uczyli się na moich błędach i kupowali bilety, bo Harry nie pożyczy wam swojej peleryny niewidki a „Pan kasujący bilety” znajdzie was nawet zamkniętych w toalecie. Nie omieszkam zaznaczyć że przyjazd pociągu był opóźniony o 10 minut a „opóźnienie może ulec zmianie”. 

     Nie jestem z tych którzy twierdzą że najlepiej im w samotności. Nie byłam sama, tłumy stojące w pociągu aż zbyt dawały mi znać o swojej obecności. Po parominutowym postoju pociągu ze względu na roboty drogowe (!) dotarłam do nieznanego mi miasta. Piszę tak, jakbym tolerowała jedynie miasta takie jak Honolulu czy Cienfuegos, a takie Zabrze to już nie dla mnie. Nie miałam wcześniej powodu dla którego miałabym odwiedzić to miasto. Mniejsza o to. Wujek Google podpowiedział mi co do miejsca, poszłam drogą którą mi wskazał jako najszybszą z dworca PKP do Teatru Nowego. Nie udało mi się przenieść z podświadomości do pełnej świadomości, że JA prawdopodobnie się zgubię. Tak też się stało, ale dzięki uprzejmości starszej Pani, moja wyobraźnia przestrzenna przeszła renowację.
     
   Muszę przyznać, że fotele w tym Teatrze mają bardzo wygodne. Przyszło mi czekać jakąś godzinę, więc korzystając z chwili wolnego, zabrałam się za lekturę ulubionej gazety (żadnych kryptoreklam). Nici ze świętego spokoju. Podchodzi do mnie młody facet z buteleczką wódki w papierowym opakowaniu w ręce, wystrojony na nie pierwszej klasy „menela” i prosi mnie o dofinansowanie wątłego budżetu. Pięknie, kolejny który myśli że studenci to chodzące bankomaty z pełną pulą. Zaproponowałam mu grosik na szczęście. Taki żart z mojej strony. Na korytarzu przechadza się prostytutka a do Teatru wchodzi kibol w damskim opakowaniu. Już wyjaśniam. Akcja była przygotowana przez grupę teatralną. Mieli zaczepiać przychodzących widzów, a przy okazji (co pewnie nie było ich najważniejszym zadaniem) zapewnić mi niezłą dawkę śmiechu. Jednak najważniejszym punktem wieczoru był spektakl, na który tak nie chciało mi się jechać. 
         
Źródło: http://www.teatrzabrze.pl
     
   Jeżyce Story zakłada w swoim programie 4 – odcinkowy serial teatralny. W Zabrzu był wystawiony odcinek 3 pt. „Gracze”. Po raz pierwszy muszę stwierdzić, że nie nudziłam się na długich monologach. Opowiadanie o życiu bez zbędnego patosu i sztucznych emocji. Uboga scenografia, ale użycie popularnych w tych czasach ekranów i wyświetlanych map czy biegających gryzoni dodało uroku. Bo ja się zauroczyłam, najbardziej w szczurzym zespole. Wyobraźcie sobie paru facetów z długimi, szczurzymi ogonami grających na garnkach, pseudo łopacie i czymś co miało struny dla podłużnym kawałku drewna. Po chwili grania wchodzi śpiewająca szczurzyca na którą najbardziej napala się gryzoń od długiego pala ze strunami. Potem jak tylko uciekli ze sceny, mogłam się jedynie domyślać jak będzie wyglądała szczurza orgia. Nie powiem wam nic więcej, bo sami musicie się wybrać na opowieści mające początek na jednym podwórku. Sama jestem ciekawa następnych odcinków. W dobie telewizji, ludzie kochają wszystko co jest kolorowe, pulsujące lub animowane. Mam tylko nadzieję, że teatr tylko eksperymentuje z tym, co często zabiera ludziom zdolność samodzielnego myślenia.

                                                                                                                                M.O.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP